Lepsze związki dzięki ekonomii

Lepsze związki dzięki ekonomii

Fizyk wskaże przykład dźwigni, która zwielokrotnia siłę mięśni człowieka; chemik poradzi, jakim płynem usunąć plamy po farbie; biolog powie, z jakich egzotycznych roślin nie należy przyrządzać sałatki na kolację. W czym może pomóc znajomość ekonomii? Odpowiedzi udzielają Paula Szuchman i Jenny Anderson.

Na pierwszy rzut oka ekonomiści mają zapewne wiedzę, która pozwoli lepiej zainwestować pieniądze. Sęk w tym, że żaden ekonomista nie jest w stanie dokładnie przewidzieć zmian kursów walutowych ani wzrostu lub spadku notowań akcji. W czym zatem zwykłemu człowiekowi może pomóc znajomość zawiłych praw ekonomii?

Ekonomia miłości – szczęście w związku a zmywanie naczyń” dwie wybitne amerykańskie dziennikarki, biorąc na warsztat życie rodzinne. Według nich ekonomia daje wiele wskazówek, jak ułożyć szczęśliwe pożycie małżeńskie.

Zaczynają od kluczowego problemu: podziału obowiązków domowych pomiędzy małżonków, podważając tezę, że musi być to absolutnie równy ich podział. Ich zdaniem, zgodnie z teorią kosztów komparatywnych Dawida Ricardo, każde z małżonków powinno specjalizować się w tych pracach domowych, w których jest wydajniejsze od partnera. W rezultacie łączny czas małżeństwa przeznaczony na domowe prace będzie najkrótszy.

Czy oznacza to jednak, że kobieta na trwale ma być „przykuta” do żelazka, a mężczyzna do kosiarki do trawy? Niekoniecznie, każde z małżonków może „zainwestować” czas w uzyskaniu lepszej sprawności w danych pracach domowych. Zatem z upływem czasu struktura podziału obowiązków będzie ulegać zmianom. Dziennikarki podają przykład Korei Południowej, kraju rolniczego w latach 50. XX wieku, który zainwestował w wyspecjalizowanie się w kilku gałęziach przemysłu.

Co zrobić, gdy podział ról wydaje się być głęboko zakorzenionym i na pierwszy rzut oka uzasadnionym ekonomicznie? Dwoje pracujących małżonków może nie radzić sobie z obowiązkami rodzinnymi, w rezultacie jedno z nich rezygnuje z pracy i kariery zawodowej. Na ogół jest to małżonek mniej zarabiający. Autorki na podstawie przeprowadzonych wywiadów zaobserwowały, że prędzej czy później strona, która poświęca się sprawom rodzinnym, daje upust swojemu niezadowoleniu. Co więcej, osoby te zdają sobie sprawę, że stają się „zrzędliwą zołzą”.

W teorii ekonomii doskonale znana jest taka sytuacja, opisywana jako pojawienie się efektów zewnętrznych. Opłacalna ekonomicznie fabryka może produkować toksyczne dla środowiska odpady. Rozwiązaniem jest wprowadzenie systemu finansowych kar, których efektem jest zmiana technologii produkcji na bardziej bezpieczną, ale i bardziej kosztowną. „Zrzędzący” małżonek jest odpowiednikiem kar, a pożądanym rozwiązaniem jest przejęcie przez stronę lepiej zarabiającą części obowiązków domowych, nawet kosztem niższych zarobków.

Małżeństwo można traktować jak wariant gry, w której sukces zależy od zrozumienia intencji partnera. Posługując się terminologią ekonomiczną – obie strony zapewnią sobie sukces, gdy działają w warunkach „przejrzystości rynku”- to znaczy w sytuacji pełnej informacji o swoich preferencjach i swojej „cenie” usług domowych.

Co jednak zrobić, gdy w małżeństwie pojawia się znany problem skłonności do nadużycia? Na przykład partner mimo obietnic permanentnie zapomina odebrać dziecko z przedszkola. Ekonomia podpowiada, że trzeba wprowadzić system kontraktu, nadużycia muszą być natychmiast karane – dziecko odebrane z przedszkola, dostarczone współmałżonkowi z krótkim komentarzem: „Kochanie zajmij się naszą „pociechą”, bo ja wychodzę na zakupy”. „Twarde prawo, ale prawo”, należy przecież pamiętać, że małżeństwo jest „zbyt wielkie, aby upaść”.

Kolejne rozdziały książki mają tytuły ściśle zaczerpnięte z terminologii ekonomicznej i zawierają zawsze krótki wykład teoretyczny, ale tekst czyta się z przyjemnością. Piszący te słowa powstrzymuje się od dalszego opisu zawartości książki, żeby nie psuć przyjemności z jej czytania. Warto jednak zwrócić uwagę na tłumaczenie tytułu. Tytuł oryginału brzmi „Spousonomics” i jest nawiązaniem do terminu reganomics. Chyba dobrze, że polska tłumaczka nie zdecydowała się na drewnianą kalkę językową w rodzaju „Ekonomika małżeństwa”, ale zaryzykowała tytuł, trochę barokowy, w którym znalazło się piękne słowo „miłość”.

Autorki książkę zadedykowały swoim mężom. Pewnie zarówno oni tak jak my nie są szczęśliwi, że wieczorem zmywają naczynia, ale dzięki książce teraz wiemy, że nasze małżeńskie poświęcenie przy zlewozmywaku ma pełne uzasadnienie w teorii ekonomii, zwłaszcza w teorii gier, bo jak napisały autorki: trzeba „myśleć strategicznie jak Chruszczow i manipulować jak Kennedy, aby zapewnić sobie szczęście w małżeństwie”.